wtorek, 22 stycznia 2019


Każda z nas ma w głowie jakiś obraz związku. Związku takiego, jaki chciałoby się mieć, tworzyć, budować.
Z nim, facetem idealnym, wymarzonym, który będzie traktował nas jak księżniczkę i stawiał ponad wszystko, zawsze na pierwszym miejscu.
Może i znajdzie się jakaś, która by tak nie chciała. Ja chciałam i marzyłam, nie ukrywam. Lecz zawsze myślałam, że to tylko obraz w mojej głowie, takich związków nie ma, a tacy faceci nie istnieją.
Myślałam... Dopóki nie poznałam Jego...
Jakiegoś czerwcowego popołudnia zadzwonił do mnie kolega, z którym w tamtym czasie imprezowałam. Dzwonił z pytaniem czy nie chce wyjść do niego i jego kumpla, bo im się nudzi i jeżdżą bez celu. Podał nawet imię kolegi, ale stwierdził, że go nie znam. No faktycznie, imię nic mi nie mówiło. A że siedziałam akurat u znajomej to powiedziałam mu, że nie wiem, ale na razie nie i że najwyżej dam mu znać jak coś się zmieni.
Wróciłam do domu dość późno, bo było po 24. I nie mogłam zasnąć ani znaleźć sobie miejsca. Może miałam jakieś przeczucie? :D być może, bo właśnie wtedy zadzwoniłam do tego kolegi z pytaniem czy jego propozycja dalej jest aktualna. Była.
Wyszłam do nich, pojechaliśmy nad jezioro niedaleko mnie. I siedzieliśmy tam pół nocy, a 75% czasu przeglądałam z tym znajomym kumpla, z którym przyjechał. Tak dobrze nam się rozmawiało. Mieliśmy wiele wspólnych tematów do rozmów, podobne zdanie w większości przypadków i takie samo poczucie humoru( pamiętam jeszcze jak w nocy moja A. napisała do mnie wiadomość dlaczego nie śpię. Odpisałam jej, że jestem nad jeziorem i że Kamil wpadł na fajkę z "fajnym kolegą" hahaha - obydwoje bardzo często mi to wypominają).
Ogólnie okazało się, że P. za kilka godzin wraca do Niemiec, bo tam na co dzień mieszka i pracuje, a że dawno nie widział się z Kamilem, dlatego też postanowił chociaż te kilka ostatnich godzin przed wyjazdem poświęcić na spotkanie z nim.
Przed samym wyjazdem, jeszcze zanim mnie odwieźli P. dał mi swój telefon i kazał zaprosić samą siebie do znajomych z jego profilu. Stwierdził, że on też bardzo często w nocy nie może spać to może czasami gdzieś się tam wyłapiemy to będziemy mogli sobie porozmawiać skoro tak dobrze nam się teraz rozmawiało.
No i to czasami zmieniło się w całodzienne pisanie i kilku godzinne codziennie rozmowy przez telefon.
No a dwa tygodnie później, w weekend przyjechał. Specjalnie dla mnie, będąc po pracy, w środku nocy... Pokonując 720km tylko po to, żeby móc ze mną kilka godzin posiedzieć znowu nad tym jeziorem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz